O sztuce dobrego gotowania, jedzenia, czytania, oglądania i życia.

Wpisy z tagiem: crème brûle

czwartek, 31 października 2013
Deser piwny

Piwny w kolorze i, odrobinę, w smaku. Bo do mieszaniny jaj i mleka dodaje się ciemne piwo. Jak wiadomo, słodkawe. Nie dominuje. Właściwie tradycyjnej słodyczy typowego crème brûlée tylko przydaje intrygującej nuty. Z wyglądu od tego zwykłego różni go ciepły kawowy kolor. No i smak ma głębszy.

Ten deser jest kontynuacją naszych wrażeń kulinarnych zaznanych w Górnej Adydze (Alto Adige); opisałam je w poprzednim wpisie. W tej włoskiej prowincji zaznaczają się wpływy kuchni austriackiej. Stąd piwo, dodawane do wielu potraw. Taki deser jedliśmy w jednej z restauracji Trydentu (Trento), a ten, który przyrządziłam, jest odtworzeniem jego smaku. Podkręciłam go dodatkiem odrobiny świeżo startej skórki z pomarańczy.

Crème brûlée alla birra czyli krem na piwie po mojemu

szklanka śmietany kremowej 36 proc.

szklanka ciemnego piwa

6 żółtek

1/2 szklanki ciemnego cukru z trzciny

cukier dodatkowy do karmelizacji

starta skórka z pomarańczy, najlepiej niepryskanej

Jeżeli pomarańcza zwykła, umyć ją przed starciem skórki. W rondelku zagrzać śmietanę, dodać piwo i startą skórkę z pomarańczy (nieco zostawić do posypania po wierzchu). Wymieszać, odstawić. Żółtka utrzeć z cukrem. Dolewać do nich po trochu śmietanę z piwem.

Płynną masę wlać do żaroodpornych miseczek, przykryć folią. Blaszkę do pieczenia napełnić wodą. Wstawić miseczki z kremem, aby woda dochodziła do 2/3 ich wysokości. Zapiekać ok. 40 minut w 180–200 st. C.

Po wyjęciu krem posypać pozostałą skórką pomarańczową. Schłodzić, wstawić do lodówki na 4 godziny. Przed podaniem posypać cukrem, zapiec pod grillem piekarnika lub skarmelizować specjalnym palnikiem, widocznym na zdjęciu.

Kto chce, może do żółtkowej masy dodać nieco cynamonu lub mielonych goździków. Ale ciemne piwo, moim zdaniem, jest wystarczająco bogate w smaki. Deser jest bardzo atrakcyjny i w sumie prosty do wykonania. Gościom zasmakuje, a na pewno ich zaciekawi.

Krem pochodzi z kuchni francuskiej, jedliśmy go we Włoszech, a piwo, jako dodatek, to akcent niemiecko-austriacki. Niezły europejski mieszaniec. Nam, Polakom, smakował!

wtorek, 14 lutego 2012
Expressem przez Meksyk

O obiad szybki, ale oryginalny i egzotyczny wcale nie tak trudno. Nawet gdy nie mamy czasu na wymyślności, można je sprokurować. Proszę się tylko nie gorszyć. Brak czasu ja sztukuję półgotowymi produktami. Podprawiam je jedynie po swojemu i podaję, powiedzmy, z wdziękiem.

Zaopatrzyłam się w pierś kurczaka (może być indyk), puszkę fasoli z ananasem w sosie, gotowe tortillas, dwa sosy meksykańskie, nachos kukurydziane, papryczkę ostrą (stylowa – piekielnie ostra jalapeño, którą można zastąpić papryką dużą i słodką), sałatę. Taki obiad da się przygotować i podać w 10, no, może 15 minut, nawet po wieczornym powrocie z ostrego biegania lub z pracy.

Pierś kurczaka kroimy w paski, obsmażamy w oleju (polecam carotino, o głębokim kolorze pomarańczowym), dodajemy puszkę fasoli z ananasem (jest taka gotowa, w sosie). Sos podprawiamy po swojemu, dodając np. pokrojone pomidory z puszki lub tylko jakieś przyprawy (ostra papryka do smaku, nieco cukru do przełamania ostrości, kolendra, ja dałam... oliwki). Można kurczaka podać w dwóch miseczkach: w  jednej piekielnie ostrego, z dodatkiem habanero
lub jalapeño, w drugiej – tylko z kolendrą, najlepiej świeżą. Gdy danie główne już gotowe na patelni lub w mikrofalówce podgrzewamy tortille. Sosy wykładamy do miseczek, dekorujemy np. świeżym awokado (sos quacamole) lub pokrojoną papryczką (serowy lub salsę pomidorową). Tortille układamy na desce. Na stół podajemy jeszcze posiekaną sałatę, papryczki z zalewy,  trójkąciki kukurydzianych nachos oraz tabasco.

Do tego wymyśliłam meksykańskie zimne piwo Corona. Bo na pewno coś będzie potrzebne do przepłukiwania ostrości.

A jeżeli wczoraj pomyśleliśmy jednak o Walentynkach (chociaż je lekceważymy), na deser możemy podać sporządzony przezornie wieczorem crème brûlée. Ja przygotowałam pomarańczowy. Czy w Meksyku jedzą pomarańcze?...

 

środa, 07 września 2011
23. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska - 27/02/2011 10:15

Chce się niekiedy słodkiego. A innym razem niebanalnego. Oto propozycja na połączenie dwóch tych „chętek”. Mały deser na zakończenie eleganckiego obiadu. Albo wręcz na zakończenie miłego dnia. Warto o nim pomyśleć nawet dzień wcześniej.

To crème brûlée. Delikatny śmietanowo-żółtkowy z chrupiącą karmelową skórką. Nie spotkałam dotąd nikogo, kto by go nie lubił. A porcyjki są małe, nie ma więc obawy o przesłodzenie czy nadmiar kalorii.

Wbrew obawom, nie robi się go trudno. Trzeba mieć: 2 szklanki śmietany-kremówki (biorę UHT; podobno można zastąpić połowę mlekiem – nie próbowałam); laskę wanilii lub ekstrakt waniliowy (na pewno nie cukier wanilinowy); żółtka (4 do 6, a nawet 8 jeśli małe); pół szklanki cukru (ale można mniej, jak się lubi); szczypta soli; dodatkowo cukier od posypania po wierzchu (biorę brązowy, choć może być każdy, a spotkałam gdzieś radę, aby był kandyzowany).

Śmietankę trzeba powoli zagotować z cukrem i wyskrobanymi z laski ziarenkami wanilii lub jej ekstraktem, odstawić, niech przestygnie. Żółtka rozkłócić, do nich wlewać śmietanę. Wymieszać ze szczyptą soli. Wlać do foremek żaroodpornych, najlepiej specjalnych, płaskich – jak na ilustracji. Wstawić do piekarnika, piec 30 minut do 60, w zależności od temperatury (160-130 st. C); najlepiej w tzw. kąpieli wodnej (foremki wstawia się do naczynia z wodą tak, aby sięgała do ich połowy). Krem się schładza, trzyma w lodówce. Przed podaniem posypuje cukrem i karmelizuje palniczkiem kuchennym. (Gdy go brak, można wstawić w piekarniku pod opiekacz). Ja palniczek mam dzięki Asi i Szymkowi, którzy nie zdołali jeszcze spróbować mojego „kremu przypalonego”. Ale na pewno do tego dojdzie!

09:18, alina.kwapisz
Link Dodaj komentarz »
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ulubione
Tagi
myTaste.pl