O sztuce dobrego gotowania, jedzenia, czytania, oglądania i życia.
Blog > Komentarze do wpisu
Obyczaj wielkanocny

Tradycję obchodzenia świąt wynosi się z domu. Nasze Mamy zapewne tak dekorowały stół, dobierały potrawy, jak nauczyły je ich matki. I tak wstecz. Jakkolwiek czas robi swoje. Nadchodzą nowości, jest łączenie tradycji obu rodzin: po kądzieli, ale i po mieczu. Każdy dom świętuje więc zarazem na swój sposób. Zarazem do zanikania niektórych obyczajów przyczyniła się historia. Wojny i kolejne kryzysy odbijały się i na obchodzeniu, czyli jak mówiono w staropolszczyźnie, obserwowaniu świąt.

Dzisiaj zamieszczę coś do poczytania po świątecznym śniadaniu lub obiedzie. O tradycji polskich świąt Wielkiej Nocy. Oto, jak ją widział „Ilustrowany Kuryer Codzienny” w ostatnią Wielkanoc przed Wielką Wojną. Ta wojna, którą my nazywamy pierwszą światową, zakończyła wiek XIX w symboliczny sposób, hekatombą. To był wiek złudzeń na temat postępu. Wiek XX na dobre się rozpędzał. Bez złudzeń. Coraz okrutniej. W ostatnie miesiące pokoju w Krakowie, bo tam ukazywał się IKC, chętnie obracano się wstecz. Z nostalgią opisywano, jak to w dawnej Polsce bywało. W dawnej, bo w wolnej. Podaję tekst wiernie, z zachowaniem pisowni. Dopiero w wolnej Polsce, którą przynieść miała nadciągająca zawierucha, unormowano i zreformowano ortografię. W roku 1914 była jeszcze dziewiętnastowieczna, podobnie jak i obyczaj. Mimo że i on się zmieniał. Świat się rozpędzał. Coraz szybsze tempo życia upraszczało wiele spraw stopniowo, także świąteczne zwyczaje ulegały uproszczeniu. W tekście nie sposób nie zauważyć gorzkiej refleksji na temat skutków reguły "zastaw się, a postaw się". Mam nadzieję, ze dzisiaj jest ona w zaniku. Zwłaszcza że wiąże się zwykle bezpośrednio z marnotrawstwem.

 

Może żadne ze świąt w ciągu roku nie obchodzono z taką uroczystością i staraniami, jak Wielkanoc w dawnej Polsce. Nie tylko kościół, ale i wszystkie stany brały w tem święcie żywy udział. Bawiono się zawsze szczerze a rozgłośnie. Boć i sama pora radosna, gdy śniegi topnieją, a wszystko poczyna się zielenić i kwitnąć, a i staropolska wesołość szlachecka z całem zadowoleniem korzystała z nadarzonej sposobności.

Domy polskich możnowładców i zamożniejszych z braci Szlachty, prześcigiwały się w wystawnem i hojnem urządzeniu Święconego. Przechowały się z czasów tych dawnych ciekawe relacye, które pozwalają nam odtworzyć sobie choć w przybliżeniu całą świetność stołowej zastawy.

Około okrągłych stołów biesiadnych setki osób mogły się pomieścić. A na stołach moc ciast przeróżnego rodzaju, wśród których miały pierwszeństwo baby szafranowe, placki, mazurki i stosy pieczonego mięsiwa. Szynki wędzone, surowe i gotowane, szczególniej z dzików, wiodły rej; pieczeni grubej zwierzyny, jak łosie, jelenie i sarnie, nie brakło ich zaś nigdy, bo pełne tego zwierza były zapadłe knieje, a dla zamiłowanej w łowach szlachty polskiej, zdobycz grubej zwierzyny nie była zbyt trudną.

O ile można polegać na niektórych relacyach z XVI wieku, było to staropolskie święcone istotnie kunsztowne. Ustawiano na stole biesiadnym figurki z ciasta, nieraz bardzo zabawne. Więc np. Herod wyjmował kiełbasę z kieszeni Mahometowi, co miało być uciesznym epigramem na ich zwyczaj niejadania wieprzowiny. Na środku ustawiano przepięknego baranka z masła naturalnej wielkości, o oczach wielce kosztownych, bo brylantowych. A dalej bańki srebrne, pozłociste z octem, oliwą i kruże wielkie starego miodu, na srebrnych tacach złoconych, obstawionych złoconemi czarami! Następnie srebrne łódeczki z konfektami wszelkich owoców i wino w gąsiorkach szklanych, lecz gładkiej roboty, a w srebrnych koszykach.

A kołacze! Niektóre miewały obwodu i 8 łokci nawet, a po brzegach jego stały figurki św. Apostołów, doskonale udane. Placki również przedstawiały różne zabawne sceny. Więc jeden miał w środku sadzawkę z białego miodu, a wyglą­dały z niej rybki i nimfy kąpiące, a Kupido strzelał do nich z łuku, ale „zamiast w serca, to im bezecnik, Panie odpuść, mierzył w śliczne pączki, które zasłaniały sobie od wstydu!”. W otwartości i afekcie odbywało się to święcone. Z czasem jednak wyrodziło się w pewien zbytni przepych, prawdziwie rozrzutny. I w XVII wieku opisy już znacznie pyszniejsze. „Stały więc np. cztery przeogromne dziki, jako symbol czterech pór roku, a każdy dzik miał w sobie w wieprzowinę, tj. szynki, kiełbasy, prosiątka. Kuchmistrz cudownej dokonywał sztuki w upieczeniu całkowitem tych odyńców. Stało dalej 12 jeleni całkowicie pieczonych, ze złocistymi rogami, nadzianych rozmaity zwierzyną, jak zające, cietrzewie, dropie i pazdury. Te jelenie wyrażały 12 miesięcy. Naokoło wznosiły się sążniste ciasta w liczbie 52, to jest tyle, ile tygodni w roku; przeróżne placki, mazurki, żmudzkie pierogi, a wszystkie wysadzane bakalią. Za niemi było 365 babek, to jest tyle, ile jest dni w roku, a zdobione tak pięknie inskrypcyami i floreskami, że niejeden więcej patrzał i czytał, aniżeli jadł.

Podobnie symbolicznie rozdzielano napoje. – A więc cztery puhary [tak pisano!] exemplum czterech pór roku, napełnione winem jeszcze od króla Stefana, 12 srebrnych konewek z winem po królu Zygmuncie, exemplum 12 miesięcy, 52 baryłek srebrnych z winem cypryjskiem, hiszpańskiem i włoskiem, in gratiam 52 tygodni, 365 gąsiorków z winem węgierskim, więc tyle, ile dni w roku, a dla czeladzi dworskiej 8760 kwart miodu, ile godzin w roku”.

W tem przepysznem święconem Wielkiej Nocy było może wiele stron ujemnych, boć marnowała się wskutek tego nieraz ojcowizna, a i zwada niejedna, wynikła przy ogólnem podnieceniu starym węgrzynem. Ale odgrywały też święta niemałą rolę w życiu społecznem, gdyż przed spowiedzią wielkanocną, podług obyczajów ojców, zawzięci wrogowie nawet się godzili. Nikt bowiem z żalem w sercu, lub ukrytą nienawiścią nie śmiał się dzielić jajkiem święconem. W dziejach i podaniach życia domowego naszych przodków, znajdujemy wiele przykładów pięknych, łaskawie udzielonego przebaczenia przy dzieleniu się święconem.

Dziś zmieniły się czasy, inne już dzisiejsze pokolenie. Upadł dawny zwyczaj, przekształciła się staropolska tradycya. Życie towarzyskie, pełne swobody, uległo zasadniczym zmianom. I Wielkanoc też straciła swój dawny, patryarchalny wygląd. W swej pierwotnej postaci utrzymuje się jeszcze po bardzo nielicznych już dworkach staroszlacheckich na Podolu, Wołyniu, Ukrainie i Litwie. Tam można dziś jeszcze spotkać, jeśli nie tak wystawne staropolskie święcone, toć nieraz jeszcze pełne prawdziwie szczerej gościnności.

Ilustruję ten opis zdjęciami wytwornych stołów z lat 30. Tak wyglądała przedwojenna elegancja. Pokazywał ją ilustrowany krakowski tygodnik „Światowid”, należący do tego samego właściciela – Mariana Dąbrowskiego, króla przedwojennej prasy polskiej:

 

Aby tradycji stało się zadość, zamieszczam życzenia świąteczne dla wszystkich czytających mój blog. Pochodzą z roku 1936 z poznańskiego pisma pt. „Ilustracja Polska”. Dość interesowne te życzenia, prawda?

niedziela, 31 marca 2013, alina.kwapisz

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: realizacjamarzen1, *.ists.pl
2013/03/31 14:37:57
Witam serdecznie!

Powiem szczerze! Spadła mi Pani z nieba! Poszukuję książki "Kuchnia arabska. TAFADALO! Proszę do stołu!" a dokładniej wstępu i opisu arabskich zwyczajów ponieważ piszę na ten temat pracę magisterską, a nigdzie tej książki nie mogę dostać. Tu moje pytanie/prośba: Czy byłaby możliwość dostania od Pani zeskanowanego wstępu? Albo zdjęcia? Byłabym ogromnie wdzięczna!

Z góry dziękuję,

Olka
realizacjamarzen@onet.pl
-
2013/03/31 19:03:36
Sporo skanowania. Ale możemy się umówić. Szczegóły doślę mailem. Pozdrawiam.
myTaste.pl