O sztuce dobrego gotowania, jedzenia, czytania, oglądania i życia.
Blog > Komentarze do wpisu
Problem linii z historią i sałatką w tle

Dzisiaj znowu będzie do poczytania. Choć temat zilustruję bardzo prostym przepisem, specjalnie dla tych, którzy przepisów u mnie szukają (dziękuję za ciepłe słowa, BenFranklinie).

Rok 1934. We Francji potężne zamieszki, wojsko na ulicach, karabiny przeciw demonstrantom atakującym Izbę Deputowanych, wyrastają barykady. Jak pisze korespondent, „na placu Rivoli wśród ogłuszającego huku płonął gaz świetlny, wydobywający się z przerwanych rur. Manifestanci palą kioski z gazetami i autobusy. (...) O godzinie 21-szej podłożono ogień w gmachu min. marynarki. Osłonięta karabinami maszynowemi straż pożarna usiłuje obecnie pożar ugasić. O tej samej porze oddziały manifestantów przerwały po zaciętej walce kilka kordonów policji i konnej gwardji kierując się pod pałac Prezydenta Republiki na Polach Elizejskich”. Walka toczy się między „policją, rojalistami i komunistami”.

A tak naprawdę posadami całej Europy, a nawet całej "bryły świata", wstrząsa walka z kryzysem. To także owoc wojny światowej, nazywanej wówczas wielką, jeszcze nie pierwszą. Następstwem potężnego kryzysu finansowego, który się zaczął w Ameryce w roku 1929, jest radykalizowanie się postaw. Głowę podnoszą totalitaryzmy i niebezpiecznie łatwo znajdują drogę do umysłów ludzkich. Bieda sprzyja szukaniu radykalnych lekarstw „na wszystko”. I znajdują się znachorzy, którzy „wszystko” obiecują. Skończy się to drugą wojną światową.

W Niemczech już rządzi Hitler. Republika we Francji, jak czytamy, aż trzeszczy. Bruno Jasieński, polski poeta i rewolucjonista, który napisał – jak się wydawało wobec opisywanych wydarzeń z zimy roku 1934 – proroczą powieść „Palę Paryż”, za którą go z Francji deportowano, jest już w wymarzonym kraju spełnionej rewolucji. Za kilka lat rewolucja, w osobie wąsatego wodza, tego wizjonera po prostu zabije.

A co się działo z obyczajowością? W tym samym numerze „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” (och, działo się, działo, drugi tytuł z czołówki krzyczy: „Złoto powinno należeć do państwa!”, głosem prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina D. Roosevelta, który szuka sposobu na walkę z kryzysem) znajdziemy dość lekki tekst na temat... damskiej sylwetki. Napisał go, jak można sądzić, specjalnie dla IKC-a francuski pisarz, akademik Marcel Prévost (1862–1941). Dzisiaj ze szczętem zapomniany pisarz i dramaturg. W sposób znakomicie ilustrujący ówczesny pobłażliwy stosunek do kobiet pisze o dyktacie mody, jakiemu łatwo ulegają. Ale czyż to samo nie dotyczy mężczyzn?...

Po pierwszej wojnie światowej zaczęła panować sylwetka chłopczycy, w chudych ekonomicznie latach trzydziestych torowały sobie drogę kształty obfitsze. Pisarz nie wymienia nazwiska aktorki, na którą się powołuje, ale ja to zrobię, zwłaszcza, że już tu o niej wspominałam. To Mae West, śmiała obyczajowo, lansowała nową postawę i figurę kobiety nie przejmującej się niczym; w tym: słownictwem, zachowaniem i ówczesną pruderią w sprawach seksu. Ale także kilkoma zbędnymi kilogramami.

Po drugie: poprawiacze figury, o których wspomina pisarz, to stosowane w wieku XIX podkładki pod tiurniury. Powiększające kobiece kształty z tyłu, niekiedy w sposób karykaturalny.

Jeszcze jedno: we Francji kobiety nie miały prawa głosu. Miały je uzyskać dopiero z zakończeniem drugiej wojny. Przed wojną miały prawo do ulegania dyktatowi mody, do rodzenia dzieci i do pracy. Jak wiele się zmieniło od roku 1934, prawda? Poczytajmy i pomyślmy o „linii”, która nami rządzi. Czy taka istnieje? Czy jej się poddajemy?

Tekst przytaczam, jak zwykle, w ortografii oryginału oraz w jego układzie graficznym:

Paryż, w lutym.

(v) Nie przypominam już sobie, czy pod literą L w wielkim słowniku Akademji Francuskiej mamy dla słowa „linja” specjalne określenie, które dałoby się zastosować w znaczeniu, w jakiem używa się tego słowa, gdy mówimy: „oto kobieta, która ma linję”, albo poprostu: „Ona ma linję”.

Jeżeli pominęliśmy to określenie i jeżeli – jak sądzę – tom z literą L nie jest jeszcze oddany do druku, pośpieszmy jak najszybciej, ażeby naprawić to zapomnienie. Bo tak już jest. że słowo „linja” częściej, niż w znaczeniu linij kolejowych czy linij powietrznych, używane jest właśnie jako estetyczne określenie kobiecej sylwetki.

Moda i antyczny kanon estetyczny.

W każdym razie należałoby się nieco zastanowić nad tą definicją. „Linja kobieca”, jeśli dobrze rozumiem, jako określenie zastępuje dawny kanon, jaki zamieścił w swej encyklopedii Littre: „Reguła proporcji twarzy i całego ciała człowieka”. Przez długi czas, celem zaobserwowania tej reguły, odnoszono się aż do arcydzieł rzeźbiarzy greckich. Ale w ciągu wieków artyści zbuntowali się przeciw takiej stereotypowo niezmiennej idei. Ten kanon, jeśli idzie o zastosowanie go do sylwetki kobiecej, został czarująco zburzony przez kaprys mody. Nawet bowiem nagość kobiety podpada pod dyktat mody: kobieta naga z XII wieku, jaką przedstawiają nam ówczesne obrazy, nie ma nic wspólnego w sylwetce z kobietą nagą wieku XVI, czy wieku XVIII. A jeśli idzie o epokę bieżącą, której żywotna aktywność jest tak bardzo przyśpieszona, owa reguła, czy, by lepiej się wyrazić,

linja idealna kobiety,

podlega zmianom o wiele częstszym i posiada amplitudę znacznie więcej wymagającą uwagi.

Obywatele francuscy, nawet ci, którzy nie przekroczyli jeszcze czterdziestki, mogą sobie przypomnieć epokę, w której w wielkich magazynach paryskich sprzedawano

sztuczne wdzięki kobiece,

celem przyprawiania ich pod plecami przez te kobiety, które zostały w tym względzie miernie wyposażone przez naturę. Niedługo zaś przed wojną te same magazyny sprzedawały podobne sztuczne wdzięki, ale celem umiejscowienia ich na biuście, a nawet – rzecz nie do wiary! – na łonie kobiecem; żartobliwie nazywano wtedy te upiększacze „malutkiemi dziewięcioma miesiącami”...

Po wojnie rozpoczęła się moda typu sportowego. Wkrótce atoli krawcowe obdarły je z silnej muskulatury. Linja idealna stała się synonimem

chudych kości i chorobliwego wyglądu kościotrupa.

Jak zawsze, tak i wtedy kobiety popadły w przesadę. Najchudsza uchodziła za najpiękniejszą. Kobiety odchudzały się dla przyjemności i dla satysfakcji, wspomagane w tem przez profesorów piękności i lekarzy. Należało wreszcie zatrzymać się

w tym pędzie do tańca szkieletów,

gdyż kobiety zaczynały już wyglądać jak spreparowane okazy antropologiczne.

Oto dlaczego teraz linja kobieca znajduje się na linji rozkwitu i pełnych kształtów. Ameryka zadepeszowała nam – za pomocą ekranu

nowy typ kobiety.

Wciela się on w gwiazdę, której nazwisko pominę. Pominę raz z tego powodu, że nie trzeba nigdy dotykać czułych strun w kobiecie, nawet kwiatem retoryki, a powtóre dlatego, że moje zdanie o talencie tej gwiazdy i o walorze filmów, w których występuje, nie posiadałoby żadnego znaczenia. Zwróćmy jednak na to uwagę, że w Paryżu widzi się coraz więcej gwiazd amerykańskich, których sylwetka odpowiada owej pierwszej wyroczni. Mówiąc ogólnie

sylwetka ta jest pełna

i nie ma nic wspólnego z niedawną jeszcze szkieletowatością modnej kobiety.

Jak zapatrują się kobiety na tę rewolucję?

W większości – przychylnie. Po pierwsze dlatego, że każda zmiana przyjmowana jest przez kobiety entuzjastycznie, a po drugie dlatego, że wszelkie przykazania normalnego życia będą mogły być praktykowane bez tego ustawicznego niepokoju, że się utyje i przez to zejdzie ze stronicy obowiązującej mody. Jak ciężko bowiem było niezliczonym rzeszom kobiet zachowywać głodówkową chudość wbrew żołądkowi krzyczącemu w głos, wbrew temperamentowi i przyzwyczajeniom! Było to poprostu bohaterstwem!

Co do mnie, jestem pełen podziwu i niezmiernego szacunku dla tej zdolności kobiet zmieniania się według rozkazów tajemniczego pochodzenia. Podziwiam ich odwagę, gdy poddają się ciężkiej, a anonimowej dyscyplinie zmieniającej się ustawicznie...

Są takie typy, które złośliwie wzruszają ramionami i mówią uszczypliwie: „I takie coś chce głosować?” (jak wiadomo, do dnia dzisiejszego, kobiety we Francji nie posiadają prawa głosowania. Przyp. Red.). Ale czyż mężczyźni, którzy nie mają swojej „linji” i którzy ubierają się jednako od czasów wizyty Franklina w Paryżu, głosują tak dobrze?

Możemy stwierdzić, że moda na kobiety o okrągłych, pełnych kształtach się nie przebiła. A dzisiaj wręcz lansuje na wybiegach sylwetki, które nie mają już nic wspólnego z rzeczywistością. Może dlatego, że dyktat mody w takim wymiarze jak dawniej – nie istnieje. Nie ma już rygorów. Kto chce, modzie ulega, kto nie chce – idzie drogą swojej estetyki, wygody, harmonii. Choć, oczywiście, jest coś takiego jak „zbędne kilogramy”. Jeśli nie ze względu na wygląd, na tę „linię”, to z powodów zdrowotnych. Nadwaga kłóci się ze zdrowiem, utrudnia życie, no i... zmusza do rezygnacji z wielu wygodnych ubrań. To dostateczna motywacja do dbania o figurę. Polecam więc na obiad: sałatkę odchudzającą. To, że jedna sałatka nas odchudzi, potraktujmy z przymrużeniem oka. Ale już siedem, jedzonych na obiad przez siedem dni tygodnia? Oto propozycja pierwsza: z cytrusów. Dalsze będę podawać w kolejne dni.

Kto chce, może wkroić do warzyw lub owoców ze dwa plasterki szynki, ugotowany filet z drobiu, indyka lub ryby.

Sałatka z cytrusów

2 grejpfruty czerwone

2 pomarańcze

cebula słodka

bazylia

pieprz

ew. sól

łyżka oliwy

Owoce obieramy ze skóry nad miską do sałatki. Kroimy ostrym nożem w plastry na deseczce z takiego tworzywa, aby można było zbierać z niej sok. Resztki owoców kroimy w kostkę. Koniecznie usuwamy pestki. Cebulę kroimy w krążki. Układamy na przemian plastry grejpfruta i pomarańczy, obok skrojone z nich kostki. Przybieramy krążkami cebuli i porwanymi listkami bazylii. Skrapiamy oliwą i sokiem z owoców, posypujemy pieprzem i ewentualnie solą.

Przyprawy i zioła można dobierać dowolnie, na przykład zamiast pieprzu zwykłego dać seczuański, paprykę ostrą lub łagodną, zamiast bazylii - kolendrę lub choćby natkę pietruszki czy koperek. Kto lubi, skropi owoce octem, najlepiej gęstym i ciemnym balsamico.

PS Uwaga językowa: sądziłam, że określenie "problem" w kontekście "czegoś" pochodzi z urzędniczego języka naszych czasów, a tu  niespodzianka, "problem" był już obecny przed wojną.

niedziela, 25 listopada 2012, alina.kwapisz

Polecane wpisy

myTaste.pl