O sztuce dobrego gotowania, jedzenia, czytania, oglądania i życia.
Blog > Komentarze do wpisu
Styl życia sprzed lat 76.

Artykulik z codziennego organu przedwojennych konserwatystów, dziennika „Czas”, pokazuje nam, czego oczekiwali konserwatyści od swoich kobiet. Przepraszam, od pań, pięknych pań, ma się rozumieć. Poczytajmy, aby wiedzieć, jak daleko od tego się odeszło, a może, w niektórych wypadkach, jak się tego jest blisko? Komuś żal? Czy raczej po lekturze wzdycha się z ulgą, że świat naszych prababek budzi już tylko lekki sentyment, a nie straszy.

 

Oto świat z roku 1936, a w każdym razie jego fragment. Pretekstem do przedstawienia zadań oczekiwanych od pani domu, są zachwyty świeżo odkrytą i wówczas bardzo modną sztuką ludową. „Cepelia” miała zaistnieć dopiero po wojnie, przed wojną gust w tym stylu kształtowała Spółdzielnia Artystów Plastyków Ład. Jej wyroby kochała inteligencja, wedle powojennej nomenklatury – pracująca. „Ład” propagował wzornictwo zbliżone stylem do skandynawskiego.
Meble, kilimy, naczynia sprzedawane we własnym sklepie, w budynku Hotelu Europejskiego, nie były tanie, ale warto było się na nie wykosztować. Po ciężkich meblach dziewiętnastowiecznych zachwycały prostotą, jasnością, lekkością. To była przedwojenna nowoczesność. Pani z „Czasu” wychodziła jej na spotkanie. Felieton jest podpisany literami H.I. Zgodnie ze swoim zwyczajem, zachowuję ortografię, a zwłaszcza fantazyjną interpunkcję, oryginału:

Wraz ze zmianą wielu poglądów – życie współczesne przyniosło też nowe zapatrywanie na piękno.
Odebrało monopol na nie galeriom sztuki i przeniosło je w każdy, drobny nawet, objaw – codziennego bytowania.

W epoce, gdy wiele jeszcze brzydoty otacza nas wszędzie – hasło „piękno na codzień”, powinno być koniecznie realizowane, zwłaszcza zaś przez kobietę, która kieruje tak ważną częścią życia społecznego, jaką jest dom rodzinny. Powinna więc urządzić go tak, aby było w nim dobrze i miło przebywać, nie tylko od święta, ale i w dzień powszedni.

Ta atmosfera piękna w naszym domu – wpływa ogromnie na nasze samopoczucie, na naszą równowagę duchową, na stosunek członków rodziny do swego domu, a nawet pośrednio – na całą naszą postawę wobec życia.

Nie koniecznie musimy posiadać ultra-nowoczesne meble, lub mieszkać w nowym domu, aby móc sobie utworzyć piękne ramy naszej egzystencji. Tajemnica bowiem leży w umiejętności sharmonizowania rozmaitych elementów, w wyzyskiwaniu światła i barwy, w celowości i wygodzie, a zwłaszcza w prostocie.

Poza tym jednak w życiu codziennym jest mnóstwo drobiazgów i najzwyklejszych czynności, na które musimy zwrócić uwagę – mówiąc o „pięknie na codzień”. Nawet w te szczegóły włożyć może
każda Pani – możliwie wiele estetyki.

Od samego już rana – pani domu, w eleganckim szlafroczku lub pyjamie – dopilnowuje, aby nawet pierwsze śniadanie, jedzone zwykle w pośpiechu – było porządnie podane, na
kompletnie nakrytym i zastawionym stole.

Następnie, szykując mężowi i dzieciom – śniadanie do biura, lub szkoły – pakuje je w specjalny, pergaminowy papier, czysty i świeży, który można nabyć w paczkach, właśnie w tym celu przygotowanych.

Następną troska pani – jest to, aby w domu było choć trochę kwiatów zimą, a dużo, możliwie dużo, w innych porach roku. Barwna plama najprostszych nawet kwiatów, czy kolorowych liści, na czarnej, lśniącej powierzchni fortepianu, lub pośrodku stołu, – niezwykle upiększa pokój. Jeśli jednak – stawiamy w jednym pokoju – parę bukietów – powinny być one zawsze w jednym tonie, za to w różnych odcieniach, – nigdy zaś w różnych barwach.

Specjalnie wiele uwagi poświęca pani zasłonie stołu i podawaniu posiłków. Bardzo ważną częścią nakrycia – jest obrus. Ten będzie kolorowy, haftowany na szarym, ludowym płótnie, lub kombinowany z dwóch barw tegoż płótna – do śniadanie i podwieczorku, za to będzie koniecznie biały, cienki i lniany, często inkrustowany koronką (bardzo pięknie zastosować tu można koronki ręczne – z okolic Grybowa, czy Krynicy) – do obiadu i kolacji.

Inna też będzie zastawa. Do obrusa kolorowego pasuje kolorowa (oczywiście dobrana barwą) zastawa fajansowa, lub z grubej porcelany, albo komplet ceramiki ludowej, której posiadamy ogromny wybór (huculska, łowicka, podolska). Do tego rodzaju naczyń – pasować będą ślicznie – obrus i serwetki, haftowane w motywy z tych samych okolic. Do obiadu i kolacji – pani poda oczywiście – zastawę serwisową, lub białą i będzie się starała, aby używać możliwie wiele pięknego szkła, białego lub w jasnych, pastelowych kolorach.

Same potrawy muszą być podane ładnie, można specjalnie kombinować i dobierać ich barwy, aby stanowiły one również, motyw dekoracyjny.

Biały fartuszek i przepaska na głowie pokojówki, czy służącej – są koniecznym dopełnieniem dobrze i wytwornie podanego posiłku. Oto parę drobiazgów, których zaniedbanie – wydaje mało pochlebne świadectwo pani domu.

Nietypowo dobrane ilustracje (nie są kulinarne!) przedstawiają wspomniane w felietonie stroje pięknej pani: szlafroczek i pyjamę (czyli pidżamę) z lat 30. Ta przypomina spodnium. Te pidżamy miały spodnie szerokie jak spódnice. Piękna pani nosiła je w domu, przyjmowała w nich mniej zaprzyjaźnionych gości. Ten strój był także noszony latem, na letnisku, na plaży. Ewidentnie nie służył kobiecie pracującej, ale organizującej domowe życie z kanapy. Z pomocą służby.

Na koniec jeszcze słowo o pidżamach z dwutygodnika "Moja Przyjaciółka", z roku 1935, skąd także pochodzą ilustracje:

wtorek, 10 kwietnia 2012, alina.kwapisz

Polecane wpisy

myTaste.pl