O sztuce dobrego gotowania, jedzenia, czytania, oglądania i życia.
Blog > Komentarze do wpisu
Przypadki ze starej gazety

„Ilustrowany Kurier Codzienny”, znany przedwojenny ikac, w grudniu roku 1928 zamieszcza na czołówce zdjęcie, a w środku numeru artykuł: „Strzały w ogrodzie belwederskim”. (Podtytuł: „B. ajent, zwolniony za pijaństwo, zastrzelił żandarma warty belwederskiej”). Sprawa tajemnicza, obrośnięta wieloma plotkami, nie wyjaśniona, zdaje się, do dziś. Dalej w numerze bulwersująca wiadomość, że socjaliści płacą za występowanie z Kościoła, na szczęście w Austrii. W Polsce sprawa dwóch pojedynków ze skutkiem śmiertelnym: płk Budkowski umiera z ran po pojedynku z por. de Ronssetem, Zawadzki po pojedynku z Strumpf-Wojtkiewiczem. Tytuł: „Opinia Warszawy wypowiada się przeciw pojedynkom”. Poza tym: „Rzekoma polska hrabina w roli córki cara”, „Sztuczne serce które ożywia odciętą psią głowę” i notki drobne: „Skrwawiona koszula przysłana z Palestyny do Wilna”, „Antek cham w potrzasku policyjnym”, „Dziki akt zemsty”. Itp., itd.

Na stronie 14 „Kurier Kobiecy”, a tam ciekawy felieton z dziedziny historii kulinariów. Tytuł tak zaciekawia, jak nieco wyjaśnia:

Przytaczam felieton w całości. Podpisany jest tylko sygnaturami sc. i ko., co skrupulatnie odnotowuję (prawa autorskie, jakkolwiek 70 lat minęło...). Swoim zwyczajem nie poprawiam archaicznej pisowni.

Przysmaki mają też swoją historię, często zawdzięczano sposób przyrządzania ich przypadkowi. smaczne ciastka francuskie dzielące się w tak apetyczny sposób w cieniutkie listeczki, odkrył cukiernik z Bolonji w połowie piętnastego stulecia przez przypadek. Zawinął od w pozostały kawałek ciasta kawał masła. Ponieważ nie mógł potem masła wydobyć, przewałkował je razem z ciastem parę razy, a potem pokrajał w kawałeczki i opiekł, nie myśląc, aby z tego wszystkiego coś dobrego wynikło. Jakież było jego zdumienie, gdy po upieczeniu skosztował znane nam dziś i zupełnie w identyczny sposób sporządzone ciastka i był zachwycony jako mistrz w swoim fachu; piekł potem ciastka jako specjalność, doszedł wkrótce do majątku i strzegł swej tajemniczej recepty jak oka w głowie. Nie brakło mu jednak, jak to zwykle bywa, zazdrosnych konkurentów, którzy intrygowali przeciwko niemu. Podobno dopiero w drodze inkwizycji wydał swą tajemnicę, aby ujść śmierci; tak więc temu częściowo smutnemu przypadkowi, zawdzięczamy receptę ciasta francuskiego, koniecznego dziś przy sporządzaniu pasztecików i ulubionych kremówek.

Kanapki, bez których nie możemy sobie żadnego przyjęcia wyobrazić, zawdzięczamy słynnemu ze swej namiętności do gry w karty lordowi Sandwich. Pan ów, nie chcąc sobie przez wstawanie do posiłków przerywać kart, kazał kłaść na kawałki chleba różne przysmaki i stawiać je sobie pod rękę, tak, aby nie przerywając gry mógł się pożywić. Za granicą dała „wdzięczna potomność" kanapkom nazwę od imienia swego odkrywcy.

Angielski lord również odkrył przez przypadek sposób przyrządzania znakomitego, choć mało u nas znanego sera chester. Znów przez przypadek oblał on kawałek miękkiego sera Imperial kieliszkiem wina Cherry, gdy po kilku godzinach skosztował przez ciekawość, pozostawiony przypadkiem kawałek uznał ser za doskonały i kazał większą ilość oblewać przez dłuższy czas winem Cherry, aż był zupełnie nim przepojony. Takie jest pochodzenie najbardziej przez smakoszy cenionego sera.

Recepta pączka karnawałowego sięga też dawnych czasów, bo czas odkrycia jej zlewa się z ważną datą historyczną, z pamiętnym rokiem 1683, tj. z odsieczą Wiednia przez króla Sobieskiego, z którą to datą łączy się też założenie pierwszej kawiarni w Wiedniu. Wiedeńczycy opowiadają sobie, że pączki wypiekała pierwsza niejaka Cecylja Krapf wdowa po poległym w czasie oblężenia Wiednia żołnierzu. Nawet nazwa niemiecka pączków „Krapfen" nadana została przez wdzięcznych smakoszów od nazwiska ich wytwórczyni. Była to podobno piekarka, która nie mogąc nastarczyć wypiekania bułek w piecu spróbowała skrócić tę procedurę przez wypiekanie kawałków ciasta w smalcu. Widząc, jak się eksperyment udał, spróbowała je napełniać cukrowanymi owocami i poczęła je wypiekać na wielką skalę, tak, że przysmak ten stał się bardzo popularnym w Wiedniu i uważano go jako symbol czasu karnawałowego. Widocznie nie strzegła odkrywczyni swej recepty tak zazdrośnie, jako to czynił odkrywca ciastek francuskich, które dopiero w długi czas po ich od kryciu stały się znane, gdyż pączki znane są wszędzie w najrozmaitszych odmianach, lekkie jak piórko i ciężkie jak kamienie, odpowiednie do kultury i temperamentu mieszkańców kraju, w którym są sporządzane.

Nieco wyjaśnienia: ser chester, to inaczej (i zwykle) ser cheshire, cherry to jednak sherry, czyli xeres (jerez). Ale dzisiaj proponuję pomysł pani Krapf: pączki.  Ich zbiorowe, rodzinne robienie jest fajną zabawą. Nie jest tak trudne jak się wydaje, choć nie tak łatwe jak smażenie naleśników (dzisiaj ich dzień!). A jeżeli pączki sie nie udadzą (przypalą, nie wyrosną, oklapną; tu możliwości jest wiele...) to nic, można skoczyć do cukierni. I do pączków dobrać faworki...

(Mój przepis na pączki: na zaczyn najpierw 10 dag mąki + 6 dag drożdży, łyżka cukru i 1/3 szkl. letniego mleka; potem 40 dag maki, 8 żóltek utarte z 8 dag cukru, 1/4 l letniej śmietanki, ale nie śmietany, wanilia, 15 dag roztopionego, letniego masła, nieco soli, kieliszek rumu lub spirytusu. Kiedyś zapomniałam dodać stygnące na oknie masło, a pączki wyszły także dobre, co podaję jako ciekawostkę). Na zdjęciu widać wodę różaną, którą dodałam do konfitury wiśniowej (trzeba odcedzić, nie może być mokra).

czwartek, 02 lutego 2012, alina.kwapisz

Polecane wpisy

myTaste.pl