O sztuce dobrego gotowania, jedzenia, czytania, oglądania i życia.
Blog > Komentarze do wpisu
Po prostu Ostatki

Tradycyjny czas kończenia karnawału: może warto kulinarnie zaakcentować ten dzień? Jeżeli spotykamy się z przyjaciółmi, możemy jeszcze zdążyć przygotować pewne małe danko (a raczej przekąskę) rodem z PRL-u. Podaję za nieocenionym „Przekrojem”, który jest kopalnią przepisów kulinarnych a zarazem zwierciadłem swoich czasów.

Jest jeszcze jeden pretekst, aby przyrządzić coś z kuchni przekrojowej. Otóż dzisiaj stacja telewizyjna „Ale kino” przypomina pewien znakomity film pochodzący z lat 60. ubiegłego wieku. Bardzo go lubię. To „Zbrodniarz i panna” z piękną (ale najpierw brzydką) Ewą Krzyżewską oraz Zbyszkiem Cybulskim w roli milicjanta (!). Napad na konwojenta, wiozącego dużą sumę pieniądzy, jest wstępem do przygody życia pewnej skromnej kasjerki z małego miasteczka. Aby zdemaskować napastnika-mordercę, milicjanci przebierają i malują kasjerkę, która go widziała, zamieniają ja w wampa i wypuszczają do kurortu, aby tam go rozpoznała.

Tym kurortem są Międzyzdroje, które pamiętam z tamtych czasów, bo przez kilkanaście lat z rzędu wyjeżdżałam tam z rodzicami na wakacje. Oddane prawie że wiernie (choć do filmu przypudrowane). Zwracam uwagę na autentyczną modę – suknie i uczesanie Ewy Krzyżewskiej, na ciemne okulary i marynarki Zbyszka Cybulskiego, na dancing w „Piekiełku” (obok Domu Wypoczynkowego „Slawia”), na molo i odbywający się tam „fajf” (na zdjęciu, z widokiem na plażę)... no, słowem: czeka nas solidna porcja nostalgii.

Jeszcze słowo o Ewie Krzyżewskiej: była córką Juliusza Krzyżewskiego, jednego z poetów, których zabrało nam Powstanie Warszawskie. Jej ojcem chrzestnym był Jeremi Przybora, przyjaciel domu (kolega Juliusza z radia). O Krzyżewskim jako poecie pisał Jarosław Iwaszkiewicz, upominając się o pamięć o nim i protegując wydanie tomiku jego wierszy w latach 70. Krzyżewski zginął dwadzieścia dni po Krzysztofie K. Baczyńskim, także przy Pl. Teatralnym. Pozostawił wiersze i piękną córkę.

Film warto też obejrzeć ze względu na robotę filmową: reżyserował Janusz Nasfeter (umiał coś jeszcze kręcić ponad filmy z dziećmi, znakomite zresztą), za kamerą stał Andrzej Kostenko, a za zdjęcia odpowiadał Jerzy Lipman, scenariusz i dialogi popełnił Joe Alex (Maciej Słomczyński, który pod tym pseudonimem pisał znakomite kryminały, stylizowane na angielskie – kto nie zna, niech po nie sięgnie!), muzykę zapewnił Krzysztof Komeda (co mówi samo za siebie). W obsadzie aktorskiej także m.in. Edmund Fetting, Adam Pawlikowski, Gustaw Lutkiewicz, młodziutka Ewa Wiśniewska, ale i Helena Grossówna, przedwojenna gwiazda filmu, tu w skromnej roli recepcjonistki.

Stylową piosenkę śpiewa na dancingu zapomniana dziś gwiazda ówczesnej estrady Katarzyna Bovery. A ja bardzo ją lubię! Zwracam także uwagę na występ zespołu Czerwono-Czarni w międzyzdrojskiej muszli (ciekawa jestem, czy istnieje?) i cudną piosenkę Heleny Majdaniec pt. „Happy end” (do odnalezienia na Youtubie).

 Do tego to filmu można przygotować stylową przekąskę. Oto przekrojowa

 

PODAJE p. Eugenia Karbowiak z Chorzowa z myślą o tych, którzy w czasie karnawałowej prywatki chcieliby zrobić smaczne, a niezbyt drogie danie gorące.  Jest to kiełbasa w cieście. Tak zwane półkruche ciasto robi się z pół kg mąki, 20 dkg margaryny, 2 całych jajek. Wszystko to razem dokładnie wyrobić na gładko (żeby nie było grudek), dodając jeszcze soli do smaku i niepełną łyżeczkę proszku do pieczenia. Gdyby ciasto było za twarde, dodać trochę kwaśnej śmietany.

Na stolnicy rozwałkować ciasto na grubość palca i zawinąć w nim kiełbasę, zwykłą cienką, może też być biała kiełbasa surowa. Jeśli to możliwe – kiełbasę obciągnąć ze skórki (białej nie). Po zawinięciu kiełbasy starannie zalepić boki ciasta, aby sok nie wyciekał w czasie pieczenia. Po wierzchu posmarować jajkiem i posypać kminkiem. Piec w średnio gorącym piecu do zrumienienia.

WYPRÓBOWALIŚMY. Bardzo dobra jest taka kiełbasa popijana czerwonym barszczem. Można ją jeść także na zimno. Jeśli kto lubi – niech kiełbasę przed zawinięciem posypie lekko majerankiem.

Dopowiem, że nie tylko majerankiem, ale i curry, i chili, i papryką słodką. Kiełbasa to na pewno jeden ze smaków PRL-u. Pogryzając ją (pasuje nie tylko do czerwonego barszczyku, ale także do piwa lub czerwonego wina), możemy śpiewać razem z młodą Heleną Majdaniec twistującą w koncertowej muszli:

Nie chcę czekać, czekać wciąż,
bo czekanie budzi wstręt,
kup mi bilet, kochanie,
do przystanku happy end.

Kup mi bilet w siną dal,
niech mnie porwie ruch i pęd,
i niech serce wydzwania
te dwa słowa: happy end.

Przez niejeden frunę most,
przez niejeden ostry skręt,
aż ktoś nagle zawoła: stop,
kochanie, happy end.
 
Proszę wsiadać, zamknąć drzwi,
a ja jadę na gapę
do przystanku happy end,
happy end, happy end.
 

PS Drobna porada na koniec: dzisiaj ciasta nie trzeba już robić samodzielnie. Można kupić. Francuskie albo kruche, mrożone lub tylko schłodzone. Wtedy o tej wygodzie tylko się czytało w pismach z tzw. Zachodu.

wtorek, 21 lutego 2012, alina.kwapisz

Polecane wpisy

Komentarze
2012/02/21 14:24:45
Ja też mam ostatnio nostalgiczne powroty - tym razem wraz z "Wojną domową". Wszystko tam jest piękne i urocze - ubrania, fryzury, scenografia, muzyka, cudowne aktorstwo, bezpretensjonalny dowcip i niewymuszony wdzięk.
P.S. A w 1-szym odcinku Cybulski niewymieniony w czołówce gra "klaszczącego" w studio telewizyjnym:)
P.S.1. Bardzo lubię te Twoje nostalgiczne wpisy.
-
2012/02/21 16:20:19
Dzięki, miło mi. "Wojna domowa" to fajny serial. Także aktorsko: zwłaszcza dwie pary - Irena Kwiatkowska i Kazimierz Rudzki oraz Alina Janowska i Andrzej Szczepkowski. Były to ponadto czasy, gdy aktorzy mieli wyraźną dykcję, a nie tylko "oryginalną" manierę.
Czy wszystko było piękne? Hm. Ale na pewno bardzo swojskie.
Ooo, O Cybulskim nie wiedziałam! Ale na pewno przy okazji zwrócę uwagę! Dzx.
myTaste.pl